235 pages
Published Nov. 19, 1965 by ISKRY.
„Strach znaliśmy dotąd jedynie z widzenia. Teraz przyszedł czas na zawarcie bliższej znajomości. Oba silniki zaczynają nagle przerywać. Najpierw jeden, potem drugi. Na jedna straszliwa chwile oba milkną zupełnie. Potem następuje cisza, która w istocie nie jest ciszą, ale mrożącym krew w żyłach zaniknięciem wszelkich odgłosów.
Tak się umiera. Trzy minuty po drugiej nad ranem.
I nagle silniki wracają do życia. Czujemy, jak się zrywają d, ale straciliśmy bezcenne 500 stóp! Jesteśmy na mniejszej wysokości aniżeli szczyt, który gdzieś tu musi być w pobliżu. Coś trzeba zrobić z silnikami. Reszta jest nieważna. Hughen szarpnięciem przestawia gaźniki na bogata mieszankę. Zabiera się ponownie do głównego zbiornika paliwa i pompuje. Przez cały czas stara się utrzymać samolot w czymś na podobieństwo równego lotu.
Silniki znowu słabną. Dotknęła je jakaś tajemnicza choroba. Możemy spierać się z naszym zmysłem latania, ale nie ze wskaźnikiem ciśnienia ładowania. Oba przyrządy wskazują powolny, ale …
„Strach znaliśmy dotąd jedynie z widzenia. Teraz przyszedł czas na zawarcie bliższej znajomości. Oba silniki zaczynają nagle przerywać. Najpierw jeden, potem drugi. Na jedna straszliwa chwile oba milkną zupełnie. Potem następuje cisza, która w istocie nie jest ciszą, ale mrożącym krew w żyłach zaniknięciem wszelkich odgłosów.
Tak się umiera. Trzy minuty po drugiej nad ranem.
I nagle silniki wracają do życia. Czujemy, jak się zrywają d, ale straciliśmy bezcenne 500 stóp! Jesteśmy na mniejszej wysokości aniżeli szczyt, który gdzieś tu musi być w pobliżu. Coś trzeba zrobić z silnikami. Reszta jest nieważna. Hughen szarpnięciem przestawia gaźniki na bogata mieszankę. Zabiera się ponownie do głównego zbiornika paliwa i pompuje. Przez cały czas stara się utrzymać samolot w czymś na podobieństwo równego lotu.
Silniki znowu słabną. Dotknęła je jakaś tajemnicza choroba. Możemy spierać się z naszym zmysłem latania, ale nie ze wskaźnikiem ciśnienia ładowania. Oba przyrządy wskazują powolny, ale stały, spadek mocy. To nie może być wina lodu na gaźniku. Tego jesteśmy pewni, ponieważ inne przyrządy mówią że ogrzewanie działa. Tracimy jeszcze dwieście stóp, Hughen nerwowo szarpie dzwignie gazu. Sprawdza iskrowniki. Zdumienie jego jest większe od strachu a ja nie wiem jak mu pomóc.
Jesteśmy o wiele za nisko..."